Powrót do listy tras


Zmiana dętki na zimowo.


Ślisko do wioski.


Jezioro Wielkie Jeziory.


Pomnik przyrody.


Jezioro Małe Jeziory.


Plaża w Zaniemyślu.


Droga powrotna.

Krótka trasa w okolicach Zaniemyśla

Prawdziwe zimowe warunki: -8 st C, śniegu dosyć mało, ale wszędzie parę centymetrów napadało, słońce świeci bo to szczyt wyżu. Wczoraj rano gdy wyjeżdżałem do pracy termometr w samochodzie pokazał -18 stopni, na pohybel globalnemu ocipieniu. Od kilku dni czaję się aby zrobić jakąś trasę, dziś mimo nawału roboty zrywam się od biurka i jadę. Trochę za późno podjąłem decyzję, a gdy schodzę do garażu okazuje się że w kole roweru zupełny flak - muszę kupić dętkę. Jak na złość w markecie nie ma, pobliski sklep rowerowy przeniesiony, więc dopiero po półgodzinie kupuję od razu dwie dętki i do tego opony z grubszym bieżnikiem. Wszystko to sprawia że docieram do punktu startu dopiero po 13:00, zmieniam dętkę i oponę w przednim kole roweru, ubieram się i jadę.

Na początku muszę się trochę rozruszać, zmarzły mi ręce przy robocie a powietrze ostre. Śnieg chrzęści pod kołami, słońce zaczyna schodzić w dół, nie pamiętam o której dokładnie robi się ciemno, postanawiam więc od 14:30 zrobić nawrót na trasie. Przy dużym skrzyżowaniu dróg leśnych przecinam czerwony szlak, po chwili wyjeżdżam z lasu i jadę na wschód do wsi. Na poboczu jakiś człowiek śpi w samochodzie, mam nadzieję że nie zamarznie! Przed zabudowaniami skręcam w prawo i wysadzaną drzewami drogą jadę w kierunku jezior. Przystaję na fotki w miejscu gdzie strumień przepływający przez mniejsze oczko wpływa do jeziora, obok zrywa się jakiś duży ptak drapieżny, krótki podjazd i jestem przy pomniku przyrody.

Jadę kawałek do mostku przy następnym jeziorze, ale nawracam bo chcę przejechać wg czerwonego szlaku pomiędzy jeziorami Małe Jeziory i Łękno. Szlak jest ładnie poprowadzony nad samym brzegiem, prowadzą mnie świeże ślady biegówek - rzeczywiście warunki narciarskie jakich pewnie dawno tu nie było. Po paru minutach docieram do ośrodka z domkami fińskimi i leśniczówki, za nią przecinam drogę 435. Przecinka ginie mi w lesie, muszę wyrobić się w lewo ale nic dogodnego nie widzę, czas mnie goni więc wracam w prawo do asfaltu i jadę kilometr aż do skrętu w zalodzony asfalt do wsi Zwola. Droga idzie wzdłuż jeziora Raczyńskiego, cały czas zabudowania na przemian wiejskie i letniskowe. Planowałem jechać dalej na południe do Warty, ale nie chcę wracać po zmroku i skracam trasę, objadę tyko jezioro. Słońce chowa się za chmurami, wymieniam p-słony na zwykłe okulary i jadę dalej.

Wjeżdżam do Zaniemyśla mijając ośrodek wypoczynkowy, przy rozwidleniu dróg skręcam w lewo do jeziora i jadę do promu idącego na wyspę, na której byłem dawno dawno temu na koloniach. Na jeziorze solidny lód, myślę czy nie przejść na wyspę i zwiedzić, ale w końcu z braku czasu jadę dalej - w sumie szkoda bo to zawsze fajnie porównać stare dziecięce wspomnienia z tym samym miejscem po dwudziestuparu latach. Przejeżdżam przez "plażę" i "amfiteatr", z centrum jadę z powrotem na drogę 435 do Śremu. Odbijam jednak zaraz w las i obok tej samej leśniczówki co poprzednio jadę drugim brzegiem jez. Łękno, tym razem żółtym szlakiem.

Droga nierówna, jedzie się ciężko, temperatura się też podnosi albo to ja przywykłem do zimna, w każdym razie czuję pot na plecach. Długa prosta wyciętym pasem lasu jest nużąca, ale po chwili widzę kilka saren przebiegających w poprzek drogi. To dopiero początek spotkań ze zwierzyną, bo w sumie na powrotnej trasie widziałem chyba ze trzydzieści jeleniowatych w tym jedno spore stado kilkunastu sztuk. Rozmyślam chwilę nad tym jak to parzystokopytne sobie świetnie radzą w zimie i to dodaje mi bodźca do podkręcenia tempa. Żółty szlak odchodzi w lewo, ja jadę kawałek dalej i skręcam w wyraźną drogę w prawo. Docieram do dużego skrzyżowania, powbijane znaki śwadczą że idzie tędy jakiś rurociąg albo inne cholerstwo podziemne, kieruję się za nimi rozryta drogą do granicy lasu. W oddali widać wał nieczynnego wysypiska śmieci, jadę powoli bo miejscami małe zaspy. Odbijam w głąb lasu, kręcę się trochę koło pagórków i w końcu docieram do drogi do samochodu. Jest jeszcze przed 16:00, wrzucam rower na samochód i wracam do roboty.