Powrót do listy tras


Łąki nad Drwęcą


Widok na Golub z Dobrzynia


Zamek


Mury miejskie


Rynek


Przed zamkiem


Widok ze wzgórza zamkowego


Zwierzaki


Zakole rzeki

Trasa doliną Drwęcy do Golubia-Dobrzynia

Trasa krótka, choć daleko od domu. Wybrałem ten kierunek, bo prognozy na weekend były kiepskie, wszędzie deszcz. jedynie na północnym wschodzie kawałek słońca, a i to tylko do południa. Ciężko było mi wstać w niedzielę, i dlatego dopiero o 10:00 wyjeżdżam z domu i wykręcam niezły czas na 160 km dojazdu za Toruń. Parkuję w lesie nad Drwęcą i od razu po wystawieniu roweru zjeżdżam nad sam brzeg. Widać ślady po wędkarzach, poziom wody wysoki w tym deszczowym lecie, nie mogę się przebić podmokłym brzegiem i podchodzę kawałek na skarpę. Nią niewyraźną ścieżką z powrotem do drogi i sklepu gdzie kupuję browar i wodę.

Przede mną ciemne chmury, jadąc na wschód gonię deszcz, którego kilka ciężkich kropel już czuję. Obracam głowę wypatrując kierunku wiatru i widzę że kilometr za mną nadciąga następne szare pasmo. Staram się jechać niespiesznie pod strefą jaśniejszych obłoków, przez jakieś trzy kilometry to się nawet udaje, ale w końcu chmury zlewają się w jedno i zaczyna nieźle padać. Przystaję pod klonem, odbezpieczam puszkę i pokrzepiam się piwem, w nadziei że deszcz przeminie bo wiatr skręca na południe.

Nie mogę jednak całkiem przeczekać ,zakładam softshella i "na mokro" jadę przez las jakieś trzy kilometry do wsi Ciechocin. Tu się wypogadza, ostrym zjazdem śmigam w kierunku mostu, ale przed nim skręcam za znakami żółtego szlaku. Wygodną drogą polną jadę wzdłuż rzeki , mijam żwirownię i docieram do dawnego młyna i stawu w osadzie Dulnik. Tablica zachwala szlak rowerowy, ja jednak planuję inną trasę i łatwym podjazdem zdobywam wysokość po żwirowanej drodze wchodzącej w las.

Wygodnie ale nudno pokonuję parę kilometrów prostej, aż wreszcie odbijam na łąki nad rzeką, a za kilka chwil docieram do asfaltu i mostu nad strumieniem we wsi Rudziec. Następny kilometr i wjeżdżam na drogę nr 554, widzę tablicę Golub-Dobrzyń przy ciekawym budynku straży, i za chwilę jestem już w mieście. Krótki postój w Dobrzyniu (na południowym brzegu), zjadam batonik i jadę przez rzekę do Golubia. Mikroskopijna starówka jest bardzo ładna i świetnie odnowiona, jest teżprzystań nad rzeką, całość otaczają mury miejskie o nawet nowa zabudowa trzyma się stylu. Krótki postój na rynku, podsuszam wyjętego z plecaka softshella i jadę mozolnie do górującego nad miastem zamku.

Wzgórze zamkowe ma dobre 60 metrów przewyższenia, panorama z punktu widokowego jest rewelacyjna. Nie zwiedzam zamku bo czas goni, to temat na inną okazję, pstrykam tylko kilka fotek i ruszam dalej, okrążając miasto od północy. Pod dość silny wiatr jadę przez wieś asfaltową drogą, aż wreszcie osiągam granicę lasu. Ruch na drodze jest jak na niedzielę spory, bo to dobry skrót drogi nr 15 z Olsztyna, zwłaszcza dla jadących na Poznań czy Konin. Po parunastu minutach, gdy myślę już o postoju dojeżdzam do jeziora Okonin o czystej wodzie, jest to ładna plaża, na której jakaś para wyciera się po kąpieli. Tabliczka mówi że temperatura wody 23 st., ale niestety choć w Golubiu cały czas miałem słońce to teraz na moim kierunku szybko zbliża się deszcz.

Nie robię długiego postoju, zahaczam tylko o ośrodek i następną plażę, a potem tnę prosto na zachód przez las wygodnym traktem. Trochę kropi, ale deszcz nie jest dokuczliwy. Za mostem nad strumieniem wpływającym do Drwęcy docieram do znaków niebieskiego szlaku, i nim jadę dalej. Idzie inaczej niż na mapie, bliżej rzeki, więc gdy niepotrzebnie kombinuję jak by tu skręcić w prawo aby jechać przy samym brzegu okazuję się że już jestem nad rzeką, która robi tu spore zakola i muszę kawałek nawrócić.

Spotykam kilka saren, czy raczej kozłów, udało mi się je nawet sfotografować, choć nie widziałem wyraźnie może to nawet daniele bo dosyć jasnej maści ? Końcowy odcinek brzegiem lasu doprowadza mnie do wsi Młyniec, śmigam szybko przez most i asfaltem do samochodu, na liczniku widzę że tylko 47 km. Kolejny kawałek terenu odhaczony, dalej za Toruniem są ciekawe rejony na północ od Brodnicy, ale to już prawie 200 km od Poznania, na jednodniowy wypad trochę sporo.

Wracając do domu przeklinam ziewaczy których wyroiło się na drogę co niemiara, musi być jakiś spęd, mecz, zlot jehowów czy inny jubel bo same obce rejestracje. Nikt ich wyprzedzać nie uczył, a żeby było weselej jadą 60 km/h nie zostawiając odstępów między sobą, tak że próbując minąć tę czeredę mam kilka ciekawych sytuacji. No, ale dwupasmówki na drodze nr 15 to najmłodsi dziś ludzie chyba nie doczekają, humor ratuje mi tylko kolejny audiobook - teraz słucham "Shoguna", mimo nie najlepszego dźwięku po jakimś czasie wciąga.